Z Wiki The-West PL
Skocz do: nawigacja, szukaj

Taką wiadomość przyniósł nam Szrama, jak tylko doszedł do siebie po powrocie z zakupów. Trudno powiedzieć, co chciał kupić, bo sam nie pamiętał. Ogrodnik Sam też nie pamiętał, tak już przy okazji. A Szrama zniknął kilka miesięcy temu, na pożegnanie powiedział naszej tancerce, że po naszyjniki jedzie. Nie wiadomo po co przy tej okazji zabierał łopatę, ale kto za nim nadąży? Przezwisko też ma trochę niepasujące, bo na twarzy niczego nie widać. Ale podobno gdzie indziej mu się dostało, a weterynarz nie zacerował go porządnie, tylko złapał na jakieś spinacze, to i znak został. Wracając do Niemców, to Szrama podobno nawet ich widział. Konkretnie, jednego widział i podobno bardzo wymizerowanego. Wzrok jakby szalony, krył się po kątach i z nikim nie rozmawiał. Ciekawe, czy to może być efekt rozmowy z Indianinem Joe, który się jakoś tak dziwnie uśmiechał, słuchając opowieści Szramy. W sumie, to Joe nawet nie wytłumaczył, skąd ma nowe skalpy – jeden jakiś łysy nawet, więc może i ich spotkał? Dla Niemca przygotowaliśmy pokój, na zapleczu u grabarza. Malutki, ale powinien wystarczyć, przynajmniej na pewien czas. Pionowo sobie będzie spać, wyćwiczy nogi przed wyścigiem. Aha, nie napisałem, że mamy nową rozrywkę? Kto to wymyślił… chyba Unkass. Nawet fajnie wygląda. Bierzemy gościa z salonu, przywiązujemy mu do pleców kilka wiązek dynamitu, rozwijamy lont i wyścig się zaczyna. Polega na tym, że tuż za miastem jest potok, i jak gość zdąży dobiec do potoku i do niego wskoczyć, to ma szanse na zgaszenie lontu. Szanse ma, ale jak do tej pory, jeszcze nikomu się nie udało. Zobaczymy, jak z Niemcem będzie – Szrama mówił, że biega szybko. Ogłoszenie ostatnio daliśmy do prasy, że szeryfa szukamy i durne listy przychodzą, z kandydaturami, a my jedynie szukamy tego naszego, bo go wcięło gdzieś. Dla żartu odpisaliśmy na kilka, że owszem, bierzemy ich pod uwagę, ale ponieważ jest sporo zgłoszeń, będzie selekcja. Znaczy, w wyścigi kto zwycięży, ten posadę ma szansę otrzymać. Może nawet lekko wyścigi urozmaicimy, bo ostatnio Joe przytargał gniazdo szerszeni. Jakby szerszenie pomogły, pewnie i czas biegu do potoku by się skrócił? Kto wie. Idę się poopalać, bo chłopaki znowu jakimś osadnikom fajczą wóz.

Dzień jak codzień